Strona główna » Nad rzeką Echo, a może i dalej

Nad rzeką Echo, a może i dalej

Oto jak się kończy nadużywanie hiperbol. Jeśli niedawno pisałam, że w trzecim akcie nastąpił „spektakularny powrót do źródeł”, to co mam powiedzieć teraz? Chyba tylko tyle, że źródło leży jeszcze dalej, niż nam się zdawało. Aby je odkryć, trzeba powłóczyć się tu i tam, wzdłuż, wszerz lub w głąb rzeki Echo. Stąd tytuł: Here And There Along The Echo.

W poprzedniej odsłonie Kentucky Route Zero oddała hołd swoim przodkom – przygodowym grom tekstowym. W magicznej scenie uruchamiania komputera, który z pewną przesadą nazwałam starożytnym, na ekranie widniał jedynie tekst komend na czarnym tle. Napis „get lantern” przywoływał wspomnienia interactive fiction z początków ery elektronicznej rozrywki.

here-and-there-along-the-echo

U źródeł literatury

W swojej najnowszej miniaturze twórcy z Cardboard Computer posuwają się dalej. Niemal całkowicie rezygnują z obrazu na rzecz dźwięku. Zamiast interaktywnej prozy otrzymujemy interaktywne słuchowisko. Jego siła nadal tkwi w tekście, pozbawionym jednak ilustracji, interpretowanym tylko przez lektora. Tym sposobem wracamy do słowa mówionego, czyli do źródeł literatury, która przecież nie od razu była zapisywana. Zaczęło się od epickich opowieści wędrownych aojdów lub lirycznych pieśni trubadurów. Podobnie wygląda to w osobistym doświadczeniu każdego z nas: jako dzieci najpierw słuchamy bajek czy opowieści, potem uczymy się czytać, dopiero później zasiadamy do konsol lub komputerów. Przynajmniej jeszcze do niedawna tak było.

Minimalizując środki wyrazu, autorzy eksperymentują z narracją, nie po raz pierwszy zresztą. Na przykład w The Entertainment zaproponowali nam role widzów teatralnych, rozmieszczając na scenie stoliki, przy których niemal równolegle toczyły się rozmowy bohaterów. Teraz pozwolą pobawić się w składanie i dekonstrukcję nietypowego monologu. Kontynuujemy zwiedzanie tego samego uniwersum, pozostając klientami Bureau of Secret Tourism. Owa tajemnicza agencja turystyczna nie rozdaje obrazkowych folderów, zaprasza natomiast do wysłuchania dźwiękowych informacji o lokalnych atrakcjach na swojej infolinii. Poprzez głos Willa ujawnia się Narrator – ani wszechwiedzący, ani wszechmocny, bo to ja decyduję, które kwestie i w jakiej kolejności życzę sobie usłyszeć. Konstruując własną opowieść, nie buduję jej z epizodów rozlokowanych na przestrzeni określonej mapą. Wybieram wypowiedzi narratora dostępne zgodnie z algorytmem telefonicznej linii informacyjnej.

Aby posłuchać o zabytkach nad rzeką Echo, wybierz 1
Informacje o florze i faunie, wybierz 2
Pomoc w identyfikacji nieznanych odgłosów, wybierz 3…

here-and-there-telefon

Najzabawniejsza infolinia

Here And There Along The Echo to jak dotąd najbardziej nasycona humorem bagatela na marginesie cyklu Kentucky Route Zero. To chyba najzabawniejsza ze znanych mi infolinii. Śmieszy prawie jak ta z popularnego popularnego skeczu Macieja Stuhra, ale wymaga bardziej wysublimowanego poczucia humoru, wyczulonego na absurd i abstrakcję. Szczególnie polecam krótki kurs języka nietoperzy oraz opowieść o wężu imieniem Delia, w trakcie której omal nie spadłam z krzesła, do czego w dużej mierze przyczynił się lektor.

Regulamin biura sekretnej turystyki zabrania fotografowania, zbierania pamiątek z wypraw oraz notowania w dziennikach podróży. A jednak publikuję ten wpis, a zdjęć brak tylko dlatego, że nie udostępniono mi obrazów. Wszystko widziałam oczyma duszy; Słowo uruchomiło Wyobraźnię, efekt pozostanie w Pamięci. Jak na ironię, najmocniej zaintrygował mnie statek The Iron Pariah, o którym nie wiadomo nic pewnego, a gdy chcesz mu zrobić zdjęcie, to znika. I może on właśnie istnieje naprawdę, a nie jest tylko odbiciem jakiegoś odbicia.

Krótkie, poetyckie, zabawne, a i zadumać się jest nad czym.

Podobne wpisy

  • Najbardziej przerażający horror

    Jest to pozornie beztroska, urocza, jak najbardziej klasyczna, pełna humoru, kolorowa przygodówka z sympatyczną – wydawałoby się – bohaterką. Okazuje się jednak, że Martina jest agentką… nie wywiadu, nie FBI,…

  • Dom okiem domatora

    Nie jestem pewna, czy to dobrze, gdy ciekawsza od dzieła wydaje się jego recepcja, ale tak właśnie widzę Gone Home oraz to, co wokół niej się dzieje. Bardziej niż gra zastanawia mnie jej odbiór, zwłaszcza ten pozytywny, często wręcz entuzjastyczny….

  • Ciąża słonia

    Co słychać u państwa Neff? To ta młoda para oczekująca dziecka, która wprowadziła się do nowego mieszkania z piękną łazienką. Wszystko w porządku… porozrzucane …

  • Unmanned

    Wczoraj grałam w Contemporary Warfare (czy jakoś tak) i Duty Call 2. Trzy razy. Ciężko było. …

  • Thomas Waterzooi: ruchome obrazy

    Wirtualna turystka odwiedziła galerię sztuki, gdzie nie tylko można, ale trzeba dotykać obrazów. Kuratorem obydwu wystaw, Please, Touch The Artwork jest Thomas Waterzooi z Gandawy.

  • Antidota

    Gra prowadziła cię za rączkę, wskazywała kierunek, nie dała szans na dojście do czegoś własną drogą. Pozbawione wyzwań szare komórki nieco się rozleniwiły, trzeba je znowu zacząć stymulować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *