Strona główna » Co się zdarzyło w trzecim akcie

Co się zdarzyło w trzecim akcie

Wreszcie nastąpiło przewartościowanie: walory całości Kentucky Route Zero dostrzeżone z perspektywy aktu 3 odkupiły grzech jej epizodyczności.

Grzech nie sprowadza się tylko do tego, że w najciekawszym momencie wątek się nagle urywa. Co gorsza, gdy po paru miesiącach następuje ciąg dalszy, niewiele pamiętasz z tego, co wydarzyło się wcześniej. Mało komfortowe jest też kupowanie kota w worku; nabywasz niesprecyzowaną obietnicę, niespodziankę zarówno dla ciebie, jak i samych twórców. Czy oni w ogóle wiedzą, dokąd zmierzają? Mają konkretny scenariusz czy będą improwizować?

kentucky-bridge

Rozległe pole do nadużyć otwiera się w przypadku projektów eksperymentalnych, które z definicji nie trzymają się reguł i wzorców. A gdy jeszcze otwarcie powołują się na realizm magiczny i wprowadzają elementy poetyki absurdu, trudno od nich wymagać logiki i strukturalnej konsekwencji. OK, świetnie uwodzą, znakomicie budują nastrój, potrafią wyczarować momenty zachwytu, ale czy za magią i urzekającym pięknem stoi stabilna konstrukcja? Czy jest tu gdzieś miejsce na MYŚL i SENS?

Czekając na A-HA!

Nieufna i dręczona niepokojem, czekasz z utęsknieniem na znajomy „klik!”. Kiedy wreszcie elementy puzzla trafią na swoje miejsce, a trybiki scenariusza zaczną się zazębiać? Mnie spotkało to w akcie 3, a zwłaszcza gdy potem przeszłam Kentucky Route Zero od nowa, razem z dodatkami. A-ha! (mój ulubiony wykrzyknik w trakcie grania), więc o to chodziło… Czyli to nie był przypadek… Jednak projekty Luli Chamberlain miały jakiś SENS… Nawet The Entertainment, który cenię ze względu na walory literackie i samowystarczalność, doczekał się niespodziewanej pointy.

kentucky-route-zero-kingdom-in- peril

Gdy już spostrzeżesz, że spoza magii gdzieniegdzie wyziera realizm, przechodzisz z trybu leniwego zachwytu do odbioru o podwyższonym poziomie czujności. A-ha, więc kanapka z cegłą to nie żaden surrealizm, tylko nawiązanie do wydarzeń historycznych. Może więc Ciężkie Czasy to wcale nie jest przypadkowa nazwa. Czy w takim razie wszystkie te skojarzenia literackie i filmowe, które tłoczą się w mojej głowie, były zamierzone? No proszę, jednak można dyskretnie, a nie podawać na tacy jak w I akcie: rodzina Marquezów zamieszkała na ulicy Macondo.

Powrót do źródeł

Kemenczy i Elliott od początku odwoływali się do tradycji klasycznych gier przygodowych, ale w akcie trzecim następuje spektakularny powrót do źródeł. Jakby w trakcie wykopalisk archeologicznych odkopano stary komputer, na którym ktoś próbuje uruchomić dawno zapomnianą grę. Dla mnie to scena absolutnie magiczna, a nawet wzruszająca. Warto zwrócić uwagę, jak zachowują się w tej sytuacji przedstawiciele różnych pokoleń. A najbardziej zaskakujące jest to, że Xanadu to wcale nie kraina z piosenki Oliwii Newton John, tylko nazwa hipertekstowego projektu informatycznego. Kto by pomyślał…

kentucky-route-zero-get-lantern

W trzecim akcie zaczynam postrzegać Kentucky Route Zero jako poetycki przewodnik turystyczny. Oczywiście Kentucky to mityczna kraina stworzona w wyobraźni, ale przecież jej obraz utkany jest z motywów jak najbardziej realnych. Jest kopalnia, stadnina koni, muzyka bluegrass, no i wreszcie whiskey, czyli wszystko, co się z Kentucky kojarzy. Nie ukrywam, że moment „eureki” nastąpił w moim przypadku podczas zwiedzania „podziemnej” destylarni. Okazało się zresztą jednym z najbardziej fascynujących epizodów III aktu, oczywiście dopiero po wykonaniu pieśni „It’s too late”.

W Kentucky Route Zero zwiedzamy destylarnię, w The Entertainment siedzimy w barze, a Tex Murphy, z którym się równolegle spotykam, to miłośnik bourbona. W efekcie pozostaje mi tylko powiedzieć… Cheers!

kentucky-route-zero-finale

Podobne wpisy

  • Pentiment – między młotem a kowadłem

    „To, że człowiek z gminu nauczył się czytać, nie oznacza wcale, że potrafi w pełni zrozumieć treść każdej książki, która wpadnie mu w ręce.” (ksiądz Tomasz z parafii Najświętszej Panienki od Labiryntu)…

  • Maria i Mata

    Różne bywają motywacje graczy. Do zagrania w Matę Hari skłoniła mnie wzmianka o „Marii Skłodowskiej-Curie pukającej do drzwi, by poradzić się w sprawie podrywania”. …

  • Nieznośne poczucie odpowiedzialności

    Pomysł jest prosty i wzięty z natury: borsuczyca prowadzi piątkę swoich dzieci, chroniąc je przed głodem, drapieżnikami i żywiołami. Nie patrzę na zegar ani kalendarz, więc nie wiem, ile godzin trwa już moja „rozgrywka”.

  • Zabawa w podchody

    Dawniej grzeczne dziewczynki bawiły się „w dom”, a psotni chłopcy „w wojnę”. Dzisiaj one grają w Simki, a oni… cóż, dla nich jest prawie cała reszta gier….

  • Wyjec

    Nasz balon oraz inne obiekty latające, w tym sterowiec, ornitopter oraz miny powietrzne, unoszą się ponad (a czasem pod) panoramą Wilna z początku XX wieku.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *