Strona główna » Antyhelołyn – rzutem na taśmę

Antyhelołyn – rzutem na taśmę

Miało być miesiąc temu, ale będzie dziś, dzięki przypomnieniu Gamasutry, w której wystąpiła gra Graveyard

gra-komputerowa-graveyard

W Graveyard grasz staruszką albo – jak chcą autorzy – grasz rolę staruszki. Prowadzisz ją przez cmentarz. Wolno, bardzo wolno. Z trudem się porusza, podpiera laską, nic nie da się przyspieszyć. Gdy w końcu babcia usiądzie na ławce, słuchasz razem z nią piosenki. Możesz posiedzieć tam dłużej lub odprowadzić ją do bramy. Koniec dema. 

Pełna wersja kosztuje pięć dolarów. Autorzy uprzedzają, że zawiera tylko jeden „bonus”: śmierć starszej pani. I co najważniejsze, genialne i absolutnie re-we-la-cyj-ne: gdy załadujesz grę ponownie, ona nadal nie żyje. Jak w życiu, nie jak w grze.

Gra to czy nie gra? Autorzy wolą mówić o dziele sztuki albo doświadczeniu (experience). Chcą, byśmy Graveyard przeżyli, a nie grali w niego. Wydaje mi się, że nawet jeśli to zjawisko wymyka się definicjom, to właśnie rozpatrywane jako gra oddziałuje najsilniej. Zresztą o to chyba chodziło, skoro Michaël Samyn pisze:

 The Graveyard parodies or criticizes certain well-established game concepts. In many games, death is simply a temporary game state, a way for the game to express your failure. (…) We were motivated by this shocking disregard for the meaning of death to make something that explores this concept more deeply. Not just your own death but also how we live our lives among people who will die or have died. Death is a fascinating part of life.

To prawda, w grach śmierć to zwykle stan przejściowy albo symbol porażki. Tymczasem to niekoniecznie fascynująca, ale na pewno bardzo ważna część życia.

Następny projekt autorów autorów zapowiada się bardziej kolorowo.

W mijającym tygodniu Gamastura opublikowała też niezmierne ciekawy artykuł o kulisach powstawania klasycznej przygodówki The Last Express.

A wracając do Postmortem Gamasutry, gra Graveyard to wyjątkowo adekwatny tytuł dla tej rubryki. Powinni byli to dać na helołyn.

Ciąg dalszy

 

Podobne wpisy

  • Ballada o jednej Ostrowskiej, co morze ratować chciała

    Elena Andrejewna Ostrowska (dla przyjaciół i rodziny po prostu: Ostrowska) udała się w okolice Morza Aralskiego i zaginęła bez wieści. Na poszukiwanie wyrusza jej syn Emilio w towarzystwie dziadka, Jumagula Ortikowa.

  • Od Patryka do Anny

    Poza symbolicznym toastem piwnym nie planowałam specjalnych obchodów dnia świętego Patryka. Do siedziby D’ni Musicological Research trafiłam przypadkiem, gdy w audytorium trwał już koncert muzyki celtyckiej, a na scenie stali Turjan i Musica2.

  • Chwilo, trwaj

    Niewątpliwie na początku strona wizualna oraz towarzysząca jej „instrukcja obsługi” budzą oczywiste skojarzenia ze sferą erotyki. To jednak wcale nie musi być jedyny klucz interpretacji ani dominujący model odbioru.

  • Byłam stadem piżmowołów

    Mogłam być osłem albo paprocią, ale los (czyli gra Everything) zdecydował, że na początku będę piżmowołem. Dobrze wybrał, ponieważ dzięki temu poznałam nowe słówko, i to w dwóch językach.

  • List do Kate Walker

    Gra przygodowa Syberia: The World Before zainspirowała mnie do napisania listu do Kate Walker.

  • Pochwała zwyczajności

    Przy piątej grze z cyklu udało mi się wreszcie oderwać od maratonu z Carol Reed i zrobić przerwę na (auto)refleksję. Próbuję sobie odpowiedzieć, na czym właściwie polega ich tajemnica. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *