Wyjec

Naprawdę czasem aż chce się wyć. W pewnych okolicznościach takie wyładowanie audio jest wskazane, na przykład w ramach terapii krzykiem. Jako pretekst może posłużyć litewska gra The Howler, w której sterujemy balonem za pomocą głosu. Chodzi o głos wydawany paszczą, w tym wypadku własną. Długo i przeciągle, by się wznosić, krótko i dobitnie, by zrzucić ładunek lub bombę w odpowiednie miejsce. Aby to zrobić, a zarazem nie uszkodzić balonu, wymagane jest niekiedy latanie wielce precyzyjne, co da się osiągnąć dzięki odpowiedniej modulacji głosu (patrz: ilustracja filmowa). Można również grać na ekranach dotykowych lub sterować tradycyjnie za pomocą myszki. Pole do eksperymentów jest rozległe, bo rzecz jest dostępna na wszelakie platformy (iOS, Android, PC, Mac).

Poza oryginalnym sterowaniem, Wyjec zwraca również uwagę stylową oprawą graficzną i dźwiękową. Nasz balon oraz inne obiekty latające, w tym sterowiec, ornitopter oraz miny powietrzne, unoszą się ponad (a czasem pod) panoramą Wilna z początku XX wieku. Tak przynajmniej sobie ją wyobraża jeden z autorów, Rene Petruliene. Zapewnia, że wszystko narysował najpierw ręcznie na papierze, a resztą zajął się Antanas Marcelionis. Każda z szesnastu misji jest inna, a łączy je historyjka luźno inspirowana popularną na Litwie powieścią „Vilko valanda” (Godzina Wilka) Andriusa Tapinasa. Całość utrzymana jest w klimacie retro lub jak kto woli steampunk.

Nie korzystałam z metody „touch screen”, a „touch and scream” też niewiele. Musiałam przeprosić się z myszką, bo nie da się precyzyjnie sterować głosem, jednocześnie pękając ze śmiechu. Mikrofon mam stary i niezbyt czuły, więc żeby unieść balon, musiałam wydobywać dość głośne i najwyraźniej zatrważające dźwięki. Koty, które normalnie uwielbiają, gdy śpiewam, tym razem wydawały się mocno zdegustowane. Próbowały zaglądać mi do gardła i zamykać usta łapkami, żebym wreszcie przestała. A gdy jeszcze dołączył do mnie pies…

Tak czy inaczej, The Howler to doświadczenie terapeutyczne. Jak nie uleczy krzykiem, to śmiechem.

Podobne wpisy

  • Nędznicy i barbarzyńcy

    Pomysł jest prosty i niedrogi w realizacji. Łączy się gotowe elementy – fabułę, obrazy i muzykę – dostępne w zasobach public domain. Otrzymujemy w sumie interaktywny kolaż powstały na drodze artystycznego recyklingu..

  • Pochwała zwyczajności

    Przy piątej grze z cyklu udało mi się wreszcie oderwać od maratonu z Carol Reed i zrobić przerwę na (auto)refleksję. Próbuję sobie odpowiedzieć, na czym właściwie polega ich tajemnica. …

  • Dla odmiany: Pamplemousse

    Detektyw rodem z czarnego kryminału kobietą? Jej gabinet w kartonowym pudełku? Przygodowa gra detektywistyczna w formie musicalu? No i jeszcze ten tytuł: Dominique Pamplemousse in “It’s All Over Once The Fat Lady Sings!” …

  • Miasto odnalezione

    Dziś zapraszam na wycieczkę. Odwiedzimy kilka charakterystycznych miejsc i ważnych dla miasta obiektów, które istniały długo, ale na tyle dawno, że nikt z nas nie miał okazji ich zobaczyć. Podejrzewam nawet, że wielu współczesnych mieszkańców Warszawy w ogóle o nich nie słyszało…

  • Zamknij oczy, otwórz buzię

    Na szczęście o niczym nie wiedziałam. Jak w dziecięcej zabawie, z zamkniętymi oczami otworzyłam usta, by posmakować demo kolejnej przygodówki na iPada…

  • Orfeusz w piekle technologicznym

    Lost Echo to gra o geekach dla nerdów lub odwrotnie, przez im podobnych stworzona. A jednak łatwo dostrzec, że elektroniczne gadżety, futurystyczne dekoracje i kostiumy hakerów, wynalazców czy dziennikarzy stanowią tło dla współczesnej wersji starego mitu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *