Strona główna » Chleba i gier

Chleba i gier

Jak być nieprzystosowanym dziwolągiem i wyrzutkiem społecznym, to przynajmniej w dobrym towarzystwie.

Z rozmowy Jacka Żakowskiego ze Stanisławem Lemem (GW 1994):

Lem: Ja bardzo często źle śpię. A kiedy się budzę w nocy, siadam przed telewizorem i skacząc po programach satelity próbuję znaleźć coś mniej brutalnego. Prawie nie ma takiej nocy, kiedy by mi się udało ominąć zbrodnie, zbiorowe paniki, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, rozmaite mniej czy bardziej współczesne Pompeje i Troje. Ta powszechna potrzeba zbrodni, dzikości, przyglądania się cierpieniu jest mocno deprymująca.

: Z Pańskiego wywodu wynika, że to jest naturalny składnik ludzkiej natury. Chyba żyjąc z taką świadomością nie ma co specjalnie się deprymować gwałtem w telewizji.

Lem: Oczywiście, że skłonność jest naturalna, ale kultura potrafi ją temperować albo wzmacniać. Ja gotów jestem zapłacić, żeby nie oglądać rozcinania dziewczyny piłą tarczową, a ludzie dość masowo płacą, żeby to zobaczyć. Gdyby było inaczej, nikt by takich idiotyzmów nie produkował. Chce pan powiedzieć, że to zboczeńcy? Czy w takim razie jesteśmy gatunkiem zboczeńców? Bo przecież horror i gwałt zdecydowanie dominują w masowej kulturze. Nie, proszę pana! To jest nasza gatunkowa norma napędzana dwudziestowieczną permisywnością. „Chcesz popatrzeć? Twoje prawo!” Dawniej tego nie było, bo nie było kina ani telewizji.

chleba-i-gier-przemoc-w-kulturze-masowej

: Były za to inne wspaniałe, a dziś zakazane, rozrywki. Ludzie szli pół dnia po mrozie, żeby tylko zobaczyć widowisko polegające na obcinaniu komuś głowy, łamaniu kołem albo paleniu żywcem, nie mówiąc już o niesłychanie rozrywkowym rozszarpywaniu przez lwy, które gwarantowało frekwencję w rzymskim Koloseum. Dziś, kiedy prawo pozbawiło ludzi takich uciech, media zapełniają tę bolesną lukę.

Na tym tle słaby głos polemiczny razi naiwną krótkowzrocznością:

Jeśli lubimy patrzeć w telewizji na sceny gwałtu, mordobicia, pościgów i zasadzek, to nie po to, by wyładować nie zaspokojone do końca żądze, ale właśnie dlatego, że jest to dla nas coś nowego. Na co dzień nikogo nie mordujemy, nie gwałcimy i nie „rozcinamy dziewczyn piłami tarczowymi”.

Może my nie, ale hardcorowi gracze z bagnistego głównego nurtu tym właśnie zajmują się na co dzień. Przemoc w kulturze masowej jest wszechobecna. Co przed szesnastu laty było jeszcze nowe i niezwykłe, na skutek gwałtownego rozwoju gier wideo stało się codziennością. Dziś krwawe igrzyska to chleb powszedni.

Podobne wpisy

  • Wielcy kompozytorzy w grach

    Najpierw łączono jego twórczość z ideologią nazistów. Potem Coppola sugestywnie skojarzył cwałowanie Walkirii z amerykańskimi nalotami na Wietnam. A jednak to muzyka Wagnera jako pierwsza stała się tematem gry.

  • Kanapowiec pecetowiec

    Podobno pececiarze nazywają grających na konsolach „kanapowcami”, bo tak sobie siedzą obrzydliwie rozparci przed telewizorem albo grają półleżąc wygodnie na kanapie, niczym za przeproszeniem fani M jak miłość….

  • Iluzja eskapizmu

    Idealnie byłoby odkryć nowy wiek i zanurzyć się w eksploracji nieznanego świata. Jednak na drodze stanęła mi przeszkoda, do pokonania której trzeba dwojga. Właściwie to żaden problem…

  • Łacina ciągle żywa

    Femina Ludens… Jeszcze dwa lata temu brzmiało mi to wystarczająco górnolotnie i prowokująco jak na tytuł mojego blogu. Albo ja byłam strasznie naiwna, albo sporo się od tego czasu zmieniło.

  • Gram w zombies

    Niektórzy wiedzą o tym gatunku tyle tylko, że umarł i powtarzają to jak mantrę od dobrych paru (nastu?) lat. Wystarczająco długo, by się przyzwyczaić….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *