Strona główna » Drzewołażenie (1)

Drzewołażenie (1)

W moim przypadku była to odurzająca zapachem czeremcha. Obok rodzinnego domu rosło wiekowe drzewo, tak potężne i rozłożyste, że gmatwanina jego konarów była naszą ulubioną kryjówką. Żałowałam wtedy, że topole na działce obok rosną zbyt daleko, by dosięgnąć ich gałęzi, a stamtąd przeskoczyć do sadu sąsiadów, skąd już blisko do zagajnika, a potem po drzewach wzdłuż drogi kto wie dokąd jeszcze. Jak Baron Drzewołaz, którego jeszcze nie znałam.

baron-drzewolaz
Il barone rampante – ilustracja Germano Ovani

…na drzewach spędzaliśmy długie godziny, i to wcale nie w jakichś utylitarnych celach, jak tylu chłopców, którzy łażą po drzewach po to, żeby zrywać owoce albo wybierać ptaki z gniazd, ale dla samej satysfakcji pokonywania trudności, wyszukiwania dogodnych sęków i rozwidleń, miejsc, gdzie można było wygodnie się usadowić i oglądać świat z wysoka, rzucając żarty i zaczepki, gdy ktoś przechodził pod drzewem.

Dopiero w dorosłym życiu poznałam historię Cosima Piovasco di Rondó, który wprowadził moje marzenia w życie. Po pewnej rodzinnej sprzeczce wdrapał się na dąb ostrolistny i nigdy więcej nie zszedł na ziemię. Przeskakując z drzewa na drzewo, wędrował nie tylko po najbliższej okolicy, ale zapuszczał się w nieznane, na tereny sąsiednich prowincji. Dziś organizowane są nawet wycieczki krajoznawcze jego szlakiem.

Arystokratyczna rodzina na różne sposoby próbowała sprowadzić młodego buntownika na ziemię, ale bez skutku. Ostatnią taką próbę podjęła jego siostra Battista.

Wyszła nocą z sagankiem kleju i drabiną i posmarowała dokładnie klejem, od wierzchołka do ziemi, cały pień świętojańskiego drzewa, na którego gałęziach Cosimo zwykł przysiadać każdego ranka. Nazajutrz na drzewie trzepotały rozpaczliwie skrzydełkami przyklejone do pnia szczygiełki, całkowicie ugrzęzłe w kleju male wróbelki, ćmy, liście przywiane przez wiatr, ogon wiewiórki i nawet spory strzęp poły fraczka Cosima.

W końcu krewni i sąsiedzi musieli zaakceptować i uszanować decyzję młodzieńca. W koronach drzew wiódł później życie pełne przygód przez ponad pół wieku, czyli do samej śmierci.

Trudno dziś naśladować barona drzewołaza. Niełatwo będzie znaleźć tak zadrzewione okolice jak jego rodzinna cienista Ombrosa z końca XVIII wieku. Patrząc na objuczonych szpejem tree-climbers lub naszych rodzimych obrońców Rospudy, nie sposób się oprzeć wrażeniu, że epoka romantycznego drzewołażenia minęła bezpowrotnie.

Italo Calvino: Baron drzewołaz (oryg. Il barone rampante). Cytaty w przekładzie Barbary Sieroszewskiej.

Drzewołażenie w grach

Drzewołażenie retro

Podobne wpisy

  • O śmierci w grach i w życiu

    Według belgijskiego profesora Van Looya, standardowe „trzy życia” w grach arkadowych wywodzą się od trzech piłeczek, jakimi dysponował gracz w pinball.

  • Ładny mi koneser

    Jak się nie ma, co się lubi, czyli gry w oryginalnej wersji językowej, to trzeba się cieszyć polskim tłumaczeniem. Poniżej przytaczam zabawne wpadki pseudotłumaczy

  • 39 Steps – zaskakująca dekonstrukcja

    Mimo wszystko przyznaję, że ten eksperyment narracyjny trzymał mnie w napięciu albo przynajmniej przykuwał uwagę przez blisko trzy godziny. Z pewnością to zasługa ciekawej fabuły, ale chyba nie tylko

  • Chcę tworzyć gry

    …które fascynują, a nie uzależniają. Nie chcę, by ludzie grali od rana do wieczora. Lepiej niech pod wpływem gry otworzą się na świat i zmienią swe życie na lepsze…

  • Historia śpiewająco

    To wpis wybitnie femino-ludyczny: o tym, co mnie bawi ostatnio oraz kilku innych świetnie bawiących się kobietach. ..

  • Przetrwają gracze?

    Apokalipsa to nie jest przyjemna perspektywa. Nikt nie chciałby doczekać zagłady ludzkości i wszelkich form organicznego życia. Niewielką pociechę stanowiłaby możliwość ocalenia przynajmniej części ludzkiej świadomości dzięki zeskanowaniu jej przez oprogramowanie neurologiczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *