Shambush w Brighton. Radosna autoekspresja i dystans do siebie w imię wspólnej zabawy. To też wcielanie się, granie kogoś (oryginał), ale po to, by powstało coś pięknego i wyzwoliło się mnóstwo dobrej energii. Tak rozumiem ludyczność. Femina ludens, homo ludens.
Podobne wpisy
It is pitch dark…
Nawet jeśli ktoś jest nieczuły na piękno tej sztuki (czyli muzyki MC Frontalota), warto poczekać do końca utworu, by zobaczyć występ Steve’a Meretzky’ego…
Czym się martwić
Przeglądam wypowiedzi w tegorocznej ankiecie Edge’a – nie magazynu o grach, tylko organizacji zrzeszającej intelektualistów, specjalistów z różnych dziedzin. Tym razem zapytano 155 myślicieli i naukowców o to, czym powinniśmy się niepokoić…
Przetrwają gracze?
Apokalipsa to nie jest przyjemna perspektywa. Nikt nie chciałby doczekać zagłady ludzkości i wszelkich form organicznego życia. Niewielką pociechę stanowiłaby możliwość ocalenia przynajmniej części ludzkiej świadomości dzięki zeskanowaniu jej przez oprogramowanie neurologiczne i zaimplantowaniu w mechaniczne, trwałe awatary. ..
Mój wymarzony chłopak
Tytuł bloga zobowiązuje. Czas na parę słów w „kwestii kobiecej” na rodzimym rynku gier. …
Jak powstaje blog
Rok się kończy, a tu jeszcze nic nie było o moich współredaktorkach….
Po wakacjach
Urlopy nie będą trwać wiecznie. Wakacje miną. Turnusy dobiegną końca. Trzeba się będzie rozstać. No i pomyśleć o wizycie u kosmetyczki (wideo)
