Strona główna » Gry nie dla idiotów

Gry nie dla idiotów

lewton-w-sanktuarium-w-grze-discworld-noir

Z pierwszego spotkania zapamiętałam tyle, że Discworld Noir jest rzeczywiście mroczny, zwłaszcza w sensie dosłownym. W niektórych lokacjach poruszałam się niemal po omacku, bo „widziałam ciemność”, niewiele więcej. A mimo to brnęłam dalej, urzeczona atmosferą, a przede wszystkim rozbawiona autoironią i sarkazmem bohatera. Niestety, z powodu usterki technicznej nie dało się wówczas gry ukończyć, bo łatki naprawczej się nie doczekałam.

Dwadzieścia lat później

Ponad 20 lat później, udaje mi się uruchomić emulowaną wersję cyfrową. Świat gry się nie zmienił, nadal jest mroczny, deszczowy i ponury, jak to w Ankh Morpork. Na szczęście w dzisiejszych monitorach można dowolnie regulować jasność ekranu, dzięki czemu wreszcie dostrzegam szczegóły lokacji. Okazuje się, że choć niezbyt efektowne, to są w większości wielobarwne, wcale nie brudnoszare i mało czytelne, jak mi się kiedyś zdawało.

discworld-noir-warsztat-kamieniarski

„Pogoda jest tam kiepska, oświetlenie słabe, rzeczywistość okrutna, a życie drogie, bo dla odmiany śmierć jest tania” – uprzedzał Terry Pratchett. Już w roku 1999 przewidział, że dla nowej publiczności warto napisać wstęp do gry inspirowanej filmem noir oraz książkami z cyklu Świat Dysku. Tekst, w którym opowiada młodym odbiorcom o tych inspiracjach, zatytułował „Przewodnik dla tych, którzy twierdzą, że Gwiezdne Wojny to prehistoria”. LEM dołączył go także do polskiego wydania Discworld Noir.

instrukcja-obslugi-gry

Pratchett na tyle aktywnie wspomagał zespół twórców, że przekornie dziękowali mu potem za far too much interference. Trzeba jednak pamiętać, że za scenariusz i humor, czyli to, co w Discworld Noir najlepsze, odpowiada głównie Chris Bateman. Owszem, rzecz dzieje się w Ankh Morpork, gdzie rzeka – jak się przekonamy – nadal cuchnie, Straż wciąż jest nieudolna i przekupna, Uniwersytet – Niewidzialny, a Śmierć – przenikliwy i przezabawny. Jednak zapożyczenia ze Świata Dysku są dość powierzchowne, dotyczą głównie topografii, nielicznych postaci i wątków mitologicznych.

death-and-count-von-uberwald

Patchwork Chrisa Batemana

Natomiast fabuła i wpleciona w nią sylwetka głównego bohatera tworzą autorski patchwork Batemana, utkany ze ścinków powieściowego i filmowego czarnego kryminału. O ile w dwóch pierwszych odsłonach cyklu bohaterem gier był znany z książek Pratchetta Rincewind, tutaj zastępuje go detektyw Lewton. Na pewno bliżej mu do Texa Murphy’ego niż do niezdarnego maga.

Jednak w odróżnieniu od Texa, Lewton nie pozuje na ignoranta i prostaka. Wręcz przeciwnie, zdarza mu się wdawać w (pseudo?) intelektualne spory i filozoficzne rozważania. Takim stworzył go Bateman, znany nie tylko jako twórca gier, ale też autor publikacji dotyczących estetyki i filozofii wyobraźni (np. Imaginary Games). Nie dziwi więc żartobliwe użycie w dialogach takich sformułowań jak ontological guerrillas czy don’t get existential with me.

discworld-noir-casino

Discworld Noir jest pełen niespodzianek. Najpierw zwodzi, że aby odkryć fabułę, wystarczy tylko dokładnie przeszukiwać lokacje i testować na każdym rozmówcy zapisane w Notatniku tematy. Później zmienia się w wymagającego przeciwnika, zmuszając do kreatywnego wykorzystania inwentarza. Gdy już przywykniemy do przeplatania stylizacji na Chandlera pastiszem Hammeta, zamiesza nagle w kotle i dorzuci motywy z Lovecrafta. Bywa, że wprowadza postaci z całkiem innej bajki. Pojawi się na przykład pewna archeolożka, specjalizująca się w „ewakuacji” skarbów ze starożytnych grobowców.

What’s a walkthrough? People are always asking me for one. I hope it’s nothing to do with sex. (Laredo Cronk)

lewton-and-laredo-cronk-by-the-fireplace-in-discworld-noir

Łapcie smaczki

Dla mnie zabawa w Discworld Noir polega na wyłapywaniu smaczków i aluzji, żartów językowych, zapożyczeń literackich, filmowych i popkulturowych. Na pewno nie wychwyciłam wszystkich, ale uradował mnie tytuł książki The Joy of Sects. Uśmiechnęłam się na widok gargulca zwanego Clerks’ Gable. Rozbawiło mnie tłumaczenie Ilsy, ex-ukochanej Lewtona, że musiała go porzucić, by towarzyszyć mężowi w ważnej misji… archeologicznej.

lewton-and-carlotta-on-the-stairs-in-the-game-discworld-noir

A co rozbawi kogoś, kto nie widział Casablanki, nie czytał Żegnaj, laleczko, nie spotkał Philipa Marlowe’a w żadnym z jego wcieleń lub po prostu nie zna angielskiego na tyle, by w Tsortese Falchion dostrzec nawiązanie do Maltese Falcon? Nie wykluczam, że też znajdzie coś dla siebie, ale bez znajomości wspomnianych kontekstów nie doświadczy mojej radości i satysfakcji. Pozostanie w mroku, błądząc po omacku, jak ja przed laty, niewidząca kolorów na zbyt ciemnym ekranie. Parafrazując wykorzystaną w grze łacińską sentencję, można powiedzieć: czego nie wiedzą, to ich nie rozbawi.

latin-text-quod-nesciunt-eos-interficet-in-the-game-discworld-noir

Na marginesie pewnej dyskusji

Z zachowaniem wszelkich proporcji, piszę to w kontekście dyskusji (by nie powiedzieć: gównoburzy), jaka przetoczyła się przez media, od prawej do lewej i z powrotem. Wywołała ją wypowiedź Olgi Tokarczuk, pod którą podpisuję się obiema rękami:

 Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze.

Tylko tyle i aż tyle: kompetencja, wrażliwość, rozeznanie. To się po prostu przydaje do czerpania radości z gry, powieści, filmu, muzyki. To niezbędne, by odróżnić rzeczy cenne od mniej wartościowych czy wręcz prymitywnych. Nie wystarczy asekuracyjnie chować się za frazesem, że o gustach się nie dyskutuje.

Braki kompetencyjne czy luki w edukacji nie dyskwalifikują nas, o ile pozostajemy otwarci na wiedzę i aspirujemy do jej pogłębiania. Kompromitują się natomiast populiści, którzy dla poklasku gawiedzi potępiają Noblistkę albo chełpią się, że jak większość Polaków nie znają Jej powieści. To im należą się epitety powszechnie uważane za obraźliwe. Im oraz popierającym ich idiotom.

Gdybym zamierzała prowadzić teraz blog, zatytułowałabym go właśnie tak: Gry nie dla idiotów. Tymczasem poprzestanę na tytule wpisu.

Mój pierwszy Discworld

Podobne wpisy

  • Dama z nietoperzem

    Mona de Lafitte jest wschodzącą gwiazdą opery paryskiej. Obiektywnie rzecz biorąc, jest też wampirzycą, choć pewnie temu zaprzeczy. Nie przyznaje się do spania w trumnie.

  • Graj i nie grzesz więcej

    „Duchowość” w kontekście gier wideo  brzmi anachronicznie. Dążenie ku dobru trudno uznać za ich dewizę, co zresztą odnosi się do innych gałęzi współczesnej kultury, wyraźnie zafascynowanej złem.

  • Alfred Hitchcock Przedstawia

    Tak się szczęśliwie złożyło, że „za komuny”, gdy w Polsce dostępny był jeden, w porywach dwa kanały TV, jako dziecko oglądałam co tydzień Hitchcocka na dobranoc.

  • Wartość powtórki

    Nie przypuszczałam, że Everybody’s Gone to the Rapture okaże się doświadczeniem wartym wielokrotnego powtarzania, i to natychmiast, raz za razem. …

  • Jeśli zimową nocą podróżni…

    Zabierasz się do gry If on a winter’s night, four travelers. Rozluźnij się. Wytęż uwagę. Oddal od siebie każdą inną myśl. Pozwól, aby świat, który cię otacza, rozpłynął się w nieokreślonej mgle. ..

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *