39 Steps – zaskakująca dekonstrukcja

Pamiętacie, jak Cary Grant uciekał przed ścigającym go samolotem w filmie Północ, Północny Zachód? Bohater tropiony przez jednopłatowiec wystąpił u Hitchcocka już wcześniej, w jego dość swobodnej ekranizacji powieści The Thirty-Nine Steps (stąd gra 39 steps). Pomysł jest jeszcze starszy, bo literacki thriller Johna Buchana ukazał się w 1915 roku. Już wówczas uciekinier mógł się obawiać pościgu nie tylko drogą lądową, ale i z powietrza, zwłaszcza na bezkresnych wrzosowiskach Szkocji. 

39-steps

The Thirty-Nine Steps nie jest arcydziełem literatury, ale niewątpliwie należy do klasyki sensacyjnej powieści szpiegowskiej. Jako jedna z pierwszych wprowadziła dziś już niemal archetypiczną postać uciekiniera. To przypadkowego bohater, który na skutek zbiegu okoliczności zostaje wplątany w aferę szpiegowską, podejrzany o morderstwo i zmuszony do ucieczki. Z jednej strony próbuje udaremnić spisek zmierzający do wywołania międzynarodowego konfliktu (jest rok 1914), z drugiej walczy o życie, uciekając przed prześladowcami.

Powieść Buchana niezmiennie cieszy się zainteresowaniem adaptatorów. Po wersji Hitchcocka z 1935 roku było jeszcze słuchowisko radiowe Orsona Wellesa, kilka adaptacji filmowych, serial BBC oraz niezliczone spektakle teatralne. Odkąd weszła do domeny publicznej, wzięli ją na warsztat spece od interaktywnej rozrywki. W ramach towarzyszącego targom w Kolonii seminarium Martin Ganteföhr przeprowadził ciekawy eksperyment. Próbował przełożyć narrację powieści i adaptacji filmowych na język gier wideo. Przeniósł przy okazji akcję do czasów kryzysu paliwowego lat siedemdziesiątych. Wierniejsza oryginałowi jest najnowsza cyfrowa adaptacja studia The Story Mechanics, z której pochodzą ilustracje.  

gra-39=steps
Zasadnicze pytanie: po co?

Cyfrowe adaptacje dzieł literackich oraz interaktywne wersje powieści wywołują sprzeciw i jedno zasadnicze pytanie: PO CO? Przecież tekst autora plus wyobraźnia czytelnika stanowi punkt wyjścia najwspanialszych przygód. Po co spłaszczać to inspirujące doświadczenie na korzyść obrazkowej dosłowności? W imię czego robić z powieści scenorys? Jakim prawem naruszać spójność dzieła, by poskracany tekst zmienił się w bryk dla leniwych maturzystów? 

Simon Meek ze studia The Story Mechanics zapewnia, że przede wszystkim chodzi o głębsze zanurzenie odbiorcy w świecie powieści. Służyć temu ma pieczołowite odtworzenie lokacji oraz możliwość oddziaływania na przebieg fabuły na różnych poziomach. Jednocześnie elementy techniki filmowej (zbliżenia, zmiany planu) wzmagają oddziaływanie emocjonalnie. W efekcie odbieramy opowiedzianą historię w inny, ciekawszy sposób i odkrywamy w niej nowe wartości. Tyle teoria.

39-steps-screenshot
Nie-gra trzyma w napięciu

W praktyce wygląda to tak, że na ekranie ukazują się cytaty z powieści niezbędne dla przebiegu fabuły. Możliwości interakcji są minimalne, ograniczają się do „odklikania” przeczytanych kwestii. Zwykle wystarczy po prostu poczekać, aż wybrzmią, by ukazała się kolejna plansza. Niekiedy należy odnaleźć dokumenty lub przedmioty, oznaczone na ekranie wyraźnym podświetleniem. Zapomnijcie o rozgrywce, jakiejkolwiek. Nie ma tu wyzwań ani wyborów, natomiast w kilku momentach, gdy gracz przygodowy spodziewałby się np. zagadek, oczekuje się wykonania sekwencji prostych ruchów myszką. Ja rozumiem, a nawet popieram opozycję wobec tyranii rozgrywki, ale tę parodię „gejmpleju” mogliby sobie autorzy darować. Na tym blogu chyba nikogo nie zaskoczy stwierdzenie: The 39 Steps nie jest grą.

A jednak… Mimo wszystko przyznaję, że ten eksperyment narracyjny trzymał mnie w napięciu albo przynajmniej przykuwał uwagę przez blisko trzy godziny. Z pewnością to zasługa ciekawej fabuły, ale chyba nie tylko. Samo przeczytanie powieści trwa krócej, bo w przypadku pozbawionej tzw. głębszych treści literatury sensacyjnej śledzi się tylko akcję, przewracając szybko kartki. Mając do czynienia z komputerową aplikacją, próbowałam odruchowo, choć bezskutecznie znaleźć jakieś możliwości dodatkowej interakcji. Generalnie wersja cyfrowa wymusza spowolnienie tempa, co należy uznać za jej zaletę. Umożliwia skupienie się na odczuciach, zwrócenie uwagi na krajobraz, a nawet skłania do refleksji.

gra-według-39-krokow

 Na początku Richard Hannay jest znudzonym wielkomiejskim życiem, zblazowanym 37-latkiem. Potem, ukrywając się jak zaszczute zwierzę, zastanawia się pewnej bezsennej nocy nad swoim życiem. Pyta, dlaczego dawniej tracił czas w Londynie, zamiast wyruszyć do Szkocji z własnej inicjatywy, jako wolny człowiek. Podczas lektury ta refleksja umyka i schodzi na margines, tutaj natomiast wysuwa się na plan pierwszy.

Szpiegowski thriller powieścią drogi

Całość odebrałam jako opowieść o urodzie szkockiego krajobrazu i miejscowej architektury, o charakterach spotykanych tam ludzi oraz ich mowie, której brzmieniem można się delektować do woli. Wśród kilku wersji językowych koneserzy mogą sobie wybrać nawet gaelicką. Dla mniej osłuchanych z angielszczyzną wersja wzbogacona o dialekty i slang może okazać się zbyt trudna.  

Być może dzięki autentycznym wycinkom prasowym i zdjęciom z epoki w pewnym stopniu następuje tu odtworzenie świata powieści, co przybliży go pewnie nieznającym realiów początku XX wieku. Dotyczy to głównie opisywanych miejsc i tła historycznego. Występujące w dialogach postaci pojawiają się tylko w umownym zarysie, a ich sylwetki przypominają duchy. Nie znamy nawet twarzy głównego bohatera. Tylko niektórym drugoplanowym postaciom można się przyjrzeć dokładniej na ekranie z tzw. kartami przedmiotów i postaci. Ten sympatyczny zabieg wprowadza opowiadane przez nich własne historie. Poboczne wątki przyjmują tu formię mini-filmików odtwarzanych z porysowanej taśmy w starym kinie. 

Zwolennicy eksperymentów takich jak gra 39 steps z pewną przesadą powołują się na filozofię Jacquesa Derridy i zapowiadają twórcze wykorzystanie idei dekonstrukcji. Jeśli po rozebraniu na czynniki pierwsze sensacyjny thriller szpiegowski okazuje się emocjonującą „powieścią drogi”, a zarazem refleksyjną wędrówką przez Szkocję, nie mam nic przeciwko takiej dekonstrukcji. Gorzej, że teraz autorzy zabrali się za dzieła Szekspira. Już się boję, co z tego wyniknie.

Podobne wpisy

  • Zabawa w podchody

    Dawniej grzeczne dziewczynki bawiły się „w dom”, a psotni chłopcy „w wojnę”. Dzisiaj one grają w Simki, a oni… cóż, dla nich jest prawie cała reszta gier….

  • Zupa z proszku

    Początkowo zamierzałam tylko przetestować iPadową wersję Yoomurjak’s Ring, która swego czasu sprawiła mi wiele radości na pececie. To jedna z moich ulubionych gier turystycznych…

  • Year Walk

    Niewykluczone, że gdyby nie tematyka i ograniczenie wiekowe 12+, dwuletnie dziecko poradziłoby sobie z Year Walk w kwadrans, traktując tablet jak zabawkę, z którą można zrobić wszystko. …

  • Pocztówki z przyszłości

    Aisha pisze z Brighton, że z obawy przed terroryzmem i w trosce o powszechne bezpieczeństwo w całym kraju wprowadzono godzinę policyjną. Państwo troszczy się o obywateli, monitorując ich życie, kontrolując wszystkie poczynania, cenzurując internet i media. ..

  • Miasto odnalezione

    Dziś zapraszam na wycieczkę. Odwiedzimy kilka charakterystycznych miejsc i ważnych dla miasta obiektów, które istniały długo, ale na tyle dawno, że nikt z nas nie miał okazji ich zobaczyć. Podejrzewam nawet, że wielu współczesnych mieszkańców Warszawy w ogóle o nich nie słyszało…

  • Egipt: eksploracja i edukacja

    Rewelacja polega na tym, że Discovery Tour: Ancient Egypt funkcjonuje jako byt odrębny i niezależny, a więc nie muszę kupować Assassin’s Creed, by wejść do stworzonego dla niej świata…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *